maj 28 2008

2004.09 Północne – s/y Dar Natury czyli La Ruiną przez pół Europy

Published by at 11:05 pm under Rejsy

Pewnego wieczoru dzwoni do mnie Jaśko i od razu puszcza standardowo: „Cześć Buraku, nie chcesz się przepłynąć?”. Ja mu na to również standardowo: „Gdzie i kiedy?”. I tak się to wszystko zaczęło.

Mieliśmy przejąć ostatni etap wyprawy WYSPIARSKA PÓŁNOC EUROPY. Zmiana załogi zaplanowana była w Breście. No to szybciutko do busa (taka mała fajna Toyota) i kierunek Gliwice. Mamy odebrać od armatora, Pana K., fał grota (na jachcie się już przeciera). No i dostajemy go. Tylko czemu szanowny Pan Armator daje nam alpinistyczną, elastyczną linę fi 6mm? Może sobie z niego flaglinkę zrobimy, będzie idelana na jesienne Morze Północne. Jakby tego było mało z Toyoty odpadła wycieraczka. Szybka naprawa narzędziem uniwersalnym typu szara taśma i możemy jechać dalej. No po prostu pięknie się to wszystko zaczyna.

Po drodze przez Wrocław (odbieramy tam Tomka), jakies zapupie we Francji (dołącza do nas Maciek) oraz Normandię (zwiedzamy sobie wszystko co dotyczy lądowania aliantów na kontynencie), docieramy do Cherbourga. Tam na nas ma czekać Dar Natury, piękny jacht typu Cetus.  Znajdujemy go na samym końcu mariny.  Dowiadujemy się kliku ciekawostek. A to, że nie ma już gazu (nie można było powiedziec tego jak byliśmy w Polsce?), albo że maszt mamy pęknięty na wysokości salingu. No super się zaczyna. Poszukiwania gazu spełzły na niczym. Może w Anglii dostaniemy. Przecież to tylko rzut kamieniem. Maszt? Dobrze, że pęknięty wzdłuż, a nie w poprzek. Pęknięcie nawiercone na obu końcach. Jeszcze pierwszego dnia przechrzciłem ten jacht na „La Ruina”. Nazwa ta, przyjęła się natychmiastowo i funkcjonuje pośród członków załogi do dnia dzisiejszego.

Wracając do rzeczy. W pierwszą noc przeskakujemy na drugi brzeg Kanału Angielskiego lub jak kto woli Kanału La Manche. Rano, korzystając z agregatu pradotwórczego (2,0kW) oraz czajnika elektrycznego (1,8kW) serwujemy sobie parówki na ciepło.  Jest to nawet gdzieś uwiecznione na filmie.  Z biegiem czasu poznajemy wszystkie mroczne tajemnice La Ruiny. Nie działają pompy, woda ze zbiornika rufowego gdzieś ucieka, kuchenka gazowa od spodu ma przykręcone imadło, a w imadle kamień dla obniżenia środka ciężkości, stacyjka silnika pali tylko na krótko w stylu zewrzeć układ kontrolek, grzania świec, pompy i rozrusznika. La Ruina w pełnym tego słowa znaczeniu.

W południe przedzieramy się pomiędzy Wyspą Wight, a angielskim lądem, tak aby wieczorem zacumować w marinie w Portsmouth.  Prysznice i kibelki znajdujemy w latarniowcu. Nastepnego ranka ruszamy na podbój Portsmouth. Przede wszystkim zobaczyć okręt flagowy Royal Navy czyli HMS Vistory zbudowany w 1756 roku, na którym Admirał Nelson wygrał bitwę pod Trafalgarem. Do tego oczywiście Fish&Chips i odrobinka Guinessa. Jaśko udaje się na poszukiwania butli gazowej. Oto jego relacja: „udało mi się kupić najdroższą butle z gazem 2,5 kG – 50 funtów, którą baba sprzedała tylko dlatego , ze przeraziła ją wizja płynięcia do Polski bez ciepłego żarcia w październiku. Ponieważ butle w końcu udało mi się zakupić odpadł na szczęscie wariant alternatywny czyli zakup druta oporowego na grzałkę”. :-)

Z Portsmouth wychodzimy następnego dnia i korzystając z pięknej pogody oraz korzystnego wiatru lecimy na wschód. W nocy przecinamy południk 0. Rano widać już klify dookoła Dover. Natężenie ruchu na wodzie porównywalne do ronda w Katowicach w godzinach szczytu. Zgłoszenie przez radio i możemy wchodzić. Marina oddzielona została od wód pływowych śluzą, toteż możemy spać spokojnie. Ilość wody pod kilem cały czas taka sama. Tradycyjnie wybieramy się na Fisze i Czipsy. Do tego nocne zwiedzanie zamku. Niestety Maciek musi nas opuścić (sprawy służbowe) i z samego rana udaje się na kontynent.

Żegnamy Maćka i opuszczamy Dover zaraz po otwariu śluzy. Śmigamy dalej na wschód. Tym razem za cel obraliśmy Ipswich. Podejście do Ipswitch jest całkiem ciekawe. Prowadzi przez Harwich, jeden z największych portów Wielkiej Brytanii, leżący w ujściu rzek Orwell i Stour. Nocą podpływamy od Ipswich. I znowu problemy z energią elektryczną. Śluzujemy się i możemy cumować w marinie. Cały ranek poświęcamy na prace przy jachcie. Tomek szyje żagle, korzystając z uprzejmości angielskich żeglarzy, którzy widząc jego męczarnie pożyczyli rękawicę bosmańską. Nie było jej, podobnie jak wielu rzeczy na naszej ruinie.

Po kilku naprawach na jachcie, zwiedzeniu Ipswich ruszamy dalej. Znowu rzeka i znowu morze. Wieje pięknie, jest słonecznie. Rozkładamy się z Jaśkiem w kokpicie i gramy w warcaby. Mijamy coś co przypomina elektrownię atomową. Z braku map nie decydujemy się na żeglugę do Hull lecz podążamy do Lowestoft. Najbardziej na wschód położone miasto w Anglii. Wejście z prędkością 0,5 węzła i świecącą się kontrolką temperatury oleju na zawsze zostanie  naszej pamięci. Jest co wspominać. Jesteśmy drugim polskim jachtem w tym sezonie, mimo że zbliża się już ku końcowi. Czekamy na Kazia, który ma do nas przylecieć z Polski. W końcu po przelocie do Londynu i podróży pociągniem, przybywa na miejsce. Zapraszamy go na golonka, które właśnie przyrządają dziewczyny. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zamiast golonek i zimnego, złotego napoju widzimy na stole eintopf. Nawet golonka można spieprzyć :-(

Sprawdzamy prognozy pogody. Ma wiać od 7-9 z westu odkręcając za kilak dni na wschód. Pora ruszać. Z poczatku wieje słabo. Genua na sztagu. Po kilku godzinach zmieniamy ją na kliwra, a jeszcze później na foka sztormowego. Prujemy z wiatrem. Uprawiamy surfing na ogromnych falach. Prędkości rzędu 13 węzłów nie należą do rzadkości. Navtex cały czas odbiera prognozy. Jest nieciekawie. Nie zdążymy do Skagen przed zmianą kierunku wiatru. Ma wiać 9 ze wschodu. Decydujemy się na przejście Kanałem Kilońskim.

Po drodze zatrzymujemy się w Cuxhaven. Spotykamy tam piękny, drewniany jacht pod polską banderą. Jest to Iskra 60, płynie w podróż dookoła świata. Ale strugać Baranowskiego pod Hornem nie mają zamiaru :-)

Kanał Kiloński jak zawsze bez problemów. Po przepłynięciu stajemy w Laboe. To już Bałtyk. Prognozy się potwierdzają. Wieje już ze wschodu. Cały dzień poświęcamy na zwiedzanie. Obowiązkowo okręt podwodny U-995 ustawiony jako muzeum na brzegu oraz pomnik muzeum marynarzy wszystkich flot, którzy zginęli podczas obu wojen światowych. Robi wrażenie i daje do myślenia.

Pora ruszać w dlaszą drogę. Robi się coraz zimniej. I jak zawsze mamy pod wiatr. Kto powiedział, że jesienią na Bałtyku przeważają wiatry zachodnie? Każda fala wpada na pokład, kokpit i sternika. Wszystko mokre. Decydujemy się zawinąć do Travemunde. Tam się przesuszymy. Jak postanowilismy tak też się stało. Po ciepej kąpieli i suszeniu sztormiaków oraz pysznym obiedzie w restauracji (dzięki Kaziu) startujemy dalej.

To była najzimniejsza noc i ranek podczas rejsu. Temperatura oscylowała około 0 stopni. A my dzielnie zbliżamy się do Stralsundu. Bo dookoła Rugii nudno tak jakoś. Słoneczko świeci ale nie grzeje. Zwiedzamy sobie Gorch Fock’a. Niemcy tak jakoś dziwnie na nas patrzą, gdy dowiadują się że mamy zmaiar wypływać w nocy na wąskie przejścia prowadzące do Greiswalden Boden. Ale co tam. Od światełka do światełka i jesteśmy prawie w domu. Po południu cumujemy w Basenie Północnym w Świnoujściu.

Odnośnie La Ruiny: wrzucić granat do wnętrza i zrobic na nowo. Co podobno niedawno się stało. Znaczy otrzymała nowe wnętrze, a nie granat. I pompy działają i elektryka nowa. Po prostu pan K. juz nie jest armatorem.

PODSUMOWANIE:

Trasa:
Cherbourg – Portsmouth – Dover – Ipswich – Lowestoft – Cuxhaven – Bruntsbuttel – Laboe – Travemunde – Stralsund – Świnoujście

Termin:
25.09 – 16.10.2004

Przepłynęliśmy:
1055 Mm w czasie 223 h

Załoga:
Łukasz s. – skipper
Sebastian R. – I oficer
Joanna L. – II oficer
Tomasz B. – III oficer
Maciej S. – załoga
Joanna W. – załoga
Kaziu S. – załoga

200409-dar_natury

4 responses so far

4 Responses to “2004.09 Północne – s/y Dar Natury czyli La Ruiną przez pół Europy”

  1. Joanna W. pisze:

    łezka się w oku kręci. Brakuje mi tylko opowieści, jak to przed Jaśkiem się chowałam w Hadesie w Portsmouth, po rozpięciu kabelków od silnika (oczywiście spiętych na krótko)
    Golonkę to nam chyba popamiętacie aż do śmierci…

  2. Joanna L. pisze:

    Wiesz Stefanku, golonka to pal licho, już pół Polski o niej wie. Ciesze się za to, że Seba nic nie napisał o naszej biegłej znajomości języka w smażalni przy wybieraniu ryby z listy kilkudziesięciu gatunków ;-)

    „Spiąć na krótko” to było hasło przewodnie rejsu, pod koniec wystarczyło wykonać gest zahaczania jednym placem wskazującym o drugi i każdy wiedział o co chodzi…

    Bardzo też miło wspominam Cuxhaven i naszego sąsiada z mariny, Von coś tam, który nas zaczepił przy przebieraniu cebuli i czosnku (oddzielanie tego co całkiem zgniło od tego co jeszcze nie do końca) i spytał czy to taki polski albo żeglarski zwyczaj… No i nie wiem czemu nie wspomniałeś Sebastian o tej fantastycznej knajpce w Cuxhaven do której nas zaprowadziłeś ;-P. Całe Północne o niej opowiadałeś, ba nawet miałeś namiary na gpsie. A teraz o niej ani pół słówka ;-) )

  3. Joanna L. pisze:

    Jeszcze parę drobiazgów, które mi się przypomniały. Może kiedyś je rozwiniesz jeśli będzie Ci się chciało uzupełnić ten opis.

    1. Od pana Armatora oprócz fału grota mieliśmy odebrać, jeśli dobrze pamiętam, zapasowego foka. Niestety w ostatniej chwili pan Armator przypomniał sobie, że żagielek został wypożyczony na inny jacht. Za to mieliśmy całkiem nowego grota. Zupełnie nowego. Bez możliwości refowania. W sam raz na Północne w październiku.

    2. Silnik trzeba było odpalać na krótko bo zepsuła się stacyjka. A zepsuła się dosyć konkretnie bo ktoś przekręcił kluczyk. Kombinerkami. Skutecznie.

    3. W Lowestoft dostaliśmy w prezencie podejściówkę od szefa mariny. Nie mógł gość uwierzyć, że udało nam się tam wpłynąć bez dokładnej mapy. Znalazł jeden arkusz, który wykorzystywał do ćwiczeń ze swoimi kursantami. Miło z jego strony tym bardziej, że Anglicy mają jakieś nieżyciowe podejście do kserowania map – „ależ to jest nielegalne!” ;-)

    4. „Hades” i „Żaglownia” – królestwo Trzeciego. Bardzo mi sie podobał tekst jakim Tomek poinformował was o godzinach otwarcia żaglowni ;-)

  4. Tomek B pisze:

    Czołem gwiazdy :) A oto krótki fotomontaż z imprezki :

    http://www.flickr.com/photos/tomekbartkowiak/sets/72157594165885597/

Leave a Reply